Jak przebiega wypisanie się z kościoła bez zbędnego stresu?
Słuchaj, wypisanie się z kościoła to temat, który od dłuższego czasu odpala mnóstwo skrajnych emocji w dyskusjach publicznych, ale prawda jest taka, że wcale nie musi to być epicka bitwa z twardą biurokracją. Pamiętam doskonale sytuację mojego kumpla z Krakowa, który zaledwie kilka miesięcy temu postanowił załatwić tę sprawę raz a dobrze. Naczytał się w internecie mrożących krew w żyłach opowieści i spodziewał się istnego piekła administracyjnego, niekończących się przesłuchań, prób szantażu emocjonalnego oraz celowego rzucania kłód pod nogi przez lokalnych urzędników parafialnych. Okazało się jednak, że kluczem do pełnego sukcesu było po prostu odpowiednie, całkowicie chłodne podejście i skrupulatnie przygotowane papiery. Mamy już 2026 rok, a wszystkie te urzędowe ścieżki, choć wciąż oparte na specyficznych i dość archaicznych wewnętrznych przepisach, stały się dla wielu zwykłych ludzi o wiele bardziej jasne i przewidywalne. Jeśli masz absolutnie dość ciągłego stania w rozkroku między własnymi, głęboko zakorzenionymi przekonaniami, a formalną przynależnością do ogromnej instytucji, z którą zupełnie nie jest ci po drodze, to dobrze trafiłeś. Cały ten proces, popularnie nazywany apostazją, wymaga od ciebie przede wszystkim uporządkowania kilku bardzo konkretnych kwitów i odbycia jednej, decydującej wizyty. Formalne złożenie stosownego oświadczenia woli to twój bardzo osobisty i ważny krok w stronę spójności z samym sobą i swoimi wartościami. Gwarantuję ci, że nie potrzebujesz do tego żadnej armii prawników ani wybitnych zdolności negocjacyjnych, wystarczy tylko wiedzieć, czego i jak zażądać.
Dlaczego w ogóle setki osób decydują się obecnie na tak radykalny krok urzędowy? Motywacje są skrajnie różne i bardzo indywidualne. Dla jednych to kwestia czysto ideologiczna, twarda niezgoda na konkretne działania społeczne czy polityczne instytucji, z którymi nie chcą być w jakikolwiek sposób łączeni. Dla innych to po prostu pragmatyczna chęć uporządkowania swoich spraw papierkowych i zadbania o to, by oficjalne statystyki odzwierciedlały faktyczny, realny stan rzeczy, a nie historyczne zaszłości sprzed wielu dekad. Gdy podejmujesz tę decyzję, musisz doskonale wiedzieć, z czym dokładnie to się je i jakie realne skutki przynosi w twoim codziennym funkcjonowaniu. Z czysto technicznego punktu widzenia, oficjalny akt wystąpienia niesie za sobą niezwykle konkretne i precyzyjne konsekwencje prawno-kanoniczne. Całkowicie tracisz prawo do przyjmowania jakichkolwiek sakramentów, zostajesz pozbawiony możliwości bycia rodzicem chrzestnym dla dzieci swoich znajomych, a także tracisz uprawnienia do tradycyjnego pogrzebu wyznaniowego.
| Główny aspekt życia | Twój status przed całą procedurą | Twój status po zakończeniu procedury |
|---|---|---|
| Udział w obrzędach i sakramentach | Pełny dostęp do obrzędów (np. ślub wyznaniowy, chrzest) | Absolutny brak dostępu i zakaz uczestnictwa |
| Pełnienie funkcji w ważnych ceremoniach | Możliwość pełnienia roli chrzestnego lub świadka | Kategoryczny zakaz pełnienia funkcji chrzestnego |
| Udział w oficjalnych danych i badaniach | Automatyczne wliczanie do grona wyznawców | Stałe wyłączenie z prezentowanych statystyk |
Co dokładnie zyskujesz, doprowadzając to formalne przedsięwzięcie do końca?
- Pełną i bezwarunkową zgodność z własnym sumieniem – definitywnie zamykasz rozdział, który od dawna psychicznie ci uwierał, i przestajesz figurować w oficjalnych rejestrach organizacji, z której poglądami czy celami w żaden sposób się nie utożsamiasz.
- Realny, namacalny wpływ na ogólnopolskie statystyki – instytucje często powołują się na ogromną liczbę osób ochrzczonych podczas negocjacji z administracją państwową; twój wyraźny akt woli to jasny sygnał i twarde odjęcie jednego głosu z tej ogromnej puli.
- Klarowność i ostateczną jasność dla wszystkich bliskich – od tego momentu absolutnie nikt z twojego otoczenia nie będzie miał jakichkolwiek wątpliwości co do twoich szczerych poglądów, co bardzo skutecznie rozwiązuje uciążliwy problem nacisków ze strony rodziny w kluczowych kwestiach takich jak organizacja ślubów, chrztów własnych dzieci czy też w przyszłości pogrzebów.
Często godzinami rozmawiam z ludźmi, którzy autentycznie boją się samej bezpośredniej konfrontacji z urzędnikami kościelnymi. Wyobrażają sobie, że będą musieli usiąść na jakimś krześle i gęsto, pod wpływem wielkiego stresu tłumaczyć się ze swoich najbardziej intymnych przemyśleń życiowych. Prawda jest taka, że to czysta, bezduszna administracja. Skoro obaj jesteśmy dorośli, bierzemy pełną i wyłączną odpowiedzialność za nasze dane oraz naszą przynależność do różnych grup społecznych. Nie ma tutaj zupełnie miejsca na jakiekolwiek magiczne sztuczki czy zgadywanki. To zwykła, urzędowa niemalże procedura, która wymaga od ciebie tylko jednego, prostego zadania: jasnego i niesamowicie precyzyjnego wyrażenia swojej nienaruszalnej woli na eleganckim piśmie.
Początki apostazji i jej ciężki wymiar historyczny
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu cała ta sprawa wyglądała zupełnie, ale to zupełnie inaczej. Ot tak, wrzucenie odpowiedniego papierka na masywne dębowe biurko lokalnego proboszcza było całkowicie nie do pomyślenia w przeciętnej miejscowości. Historycznie rzecz biorąc, dobrowolne i głośne opuszczenie szerokich szeregów wiernych jednoznacznie wiązało się z absolutnie potężnym i wyniszczającym ostracyzmem społecznym, a w tych bardziej skrajnych i niebezpiecznych przypadkach równało się z szybką utratą ciężko zgromadzonego majątku, pozycji społecznej, czy nawet utratą własnego życia. Dawne społeczności były zazwyczaj bardzo małe, niezwykle hermetyczne i nieufne wobec obcych, a silna religia przenikała absolutnie każdy najmniejszy aspekt szarej egzystencji przeciętnego człowieka. Całkowity brak oficjalnej przynależności zazwyczaj oznaczał brutalne i bezwzględne wykluczenie z radosnego życia lokalnej wspólnoty. Oznaczało to też błyskawiczny brak jakiegokolwiek sąsiedzkiego wsparcia w najtrudniejszych chwilach, a niezwykle często ściągało również kłopoty z prawem czysto świeckim, które przez całe stulecia było niezwykle ściśle i trwale sprzężone z potężnym systemem prawnym kościoła.
Ewolucja skomplikowanych procedur na przestrzeni ubiegłych lat
Jednak z wolnym biegiem kolejnych lat, a szczególnie w niezwykle burzliwym dwudziestym wieku, nastąpiło bardzo potężne i wyraźne rozwarstwienie prawa narzucanego przez wolne państwo i tego dyktowanego przez religię. Mnóstwo ludzi zaczęło dynamicznie migrować do bardzo dużych, przemysłowych miast, gdzie pożądana anonimowość dawała jednostce o wiele większą i słodką swobodę wyboru ścieżki życiowej. Pojawiły się wtedy z ogromną siłą pierwsze wielkie ruchy świeckie, które głośno i bezkompromisowo domagały się podstawowego, ludzkiego prawa do swobodnego decydowania o swoim intymnym światopoglądzie bez ponoszenia surowych kar. Biurokratyczne procedury formalizowały się niesamowicie powoli i z ogromnym oporem. Jeszcze zaledwie kilkanaście lat temu brutalnie wymagały od petenta bezwzględnej obecności aż dwóch pełnoletnich, zaprzyjaźnionych świadków, co dla potężnej rzeszy wolnych osób było barierą fizycznie wręcz nie do przeskoczenia. Dorośli ludzie musieli wstydliwie prosić swoich zajętych znajomych, by ci poświecili swój cenny czas, poszli z nimi na chłodną plebanię i tam uroczyście poświadczyli ich prywatną decyzję przed obcym człowiekiem. Brzmi to dzisiaj wręcz absurdalnie i groteskowo, prawda?
Współczesne realia administracyjne i ostateczne prawo wyboru
Obecnie mamy absolutnie inną, wolną i dość nowoczesną rzeczywistość. Skostniałe instytucje nareszcie musiały pokornie dostosować się do nieustępliwej i ogromnej presji społecznej oraz wyraźnie uprościć absurdalne zasady tej biurokratycznej gry. Na szczęście ostatecznie zniesiono bezsensowny obowiązek przyprowadzania za rękę swoich własnych świadków, co niesamowicie wręcz ułatwiło całą logistyczną akcję każdemu zainteresowanemu. Obecne, oficjalne i powszechnie dostępne wytyczne władz dość jasno i klarownie precyzują, co dokładnie lokalny urzędnik musi zrobić z dokumentacją, gdy grzecznie przynosisz mu stosowny i poprawny akt. To już absolutnie nie jest mroczny czas błagania o łaskę wypisania z przestarzałego rejestru. To jest ostatecznie czas bezwzględnego egzekwowania swoich jak najbardziej podstawowych praw człowieka do pełnego samostanowienia o swojej przyszłości. Gwarantuję, że wystarczy naprawdę tylko odrobina rzetelnej wiedzy prawniczej, by móc przejść przez to niezwykle gładko i sprawnie.
Prawo kanoniczne w starciu z europejską ochroną danych osobowych
Wielu moich zdezorientowanych znajomych notorycznie pyta mnie, jak to całe przedziwne zamieszanie ma się do niezwykle słynnego i rygorystycznego RODO, które obowiązuje nas wszystkich w Europie. Tutaj sprawa nieoczekiwanie robi się bardzo, wręcz ekstremalnie techniczna, ale postaram się to wytłumaczyć na najbardziej prosty i logiczny chłopski rozum, bez zbytecznego owijania w bawełnę. Zgodnie z niezwykle nowoczesnymi, zachodnioeuropejskimi przepisami dotyczącymi rygorystycznej ochrony wrażliwych danych osobowych, każdy świadomy obywatel dysponuje tak zwanym prawem do bycia bezwzględnie zapomnianym przez różne bazy danych. Brzmi to na papierze absolutnie wspaniale i obiecująco, ale trzeba wiedzieć, że potężne kościoły i różne wielkie związki wyznaniowe niezwykle skutecznie wywalczyły sobie podczas długich negocjacji specjalne i szerokie wyjątki w tych wspaniałych regulacjach. One twardo opierają się na swoim własnym, wewnętrznym i historycznym prawie o potężnym zasięgu, co niestety w praktyce oznacza, że państwowe, całkowicie świeckie urzędy do spraw rzetelnej ochrony wrażliwych danych mają tam mocno zawężone i spętane pole swobodnego manewru urzędniczego. Twoje dokładne dane z przeszłości nie zostaną pod żadnym pozorem fizycznie i nieodwracalnie zniszczone, wyrzucone na śmietnik historii ani spektakularnie spalone w ogromnym piecu.
Techniczne i systemowe aspekty funkcjonowania wielkich ksiąg parafialnych
Zamiast radosnego i całkowitego wymazania z gigantycznej bazy, ten archaiczny system sprytnie zakłada odpowiednie i przemyślane tagowanie twojej osoby. Mówiąc nieco nowocześniejszym, w pełni cyfrowym językiem programistów: twój osobisty i bardzo stary rekord w przepastnej bazie danych nie jest chamsko usuwany, ale systemowo dostaje specjalny, dożywotni status nieaktywny. W szarej praktyce polega to po prostu na tym, że na brudnym, szerokim marginesie twojego starego, historycznego aktu chrztu pojawia się krótka i bardzo fizyczna adnotacja o ostatecznym i nieodwołalnym wystąpieniu z danej wspólnoty. To właśnie ta maleńka, wyczekiwana notatka jest najprawdziwszym kluczem do zamknięcia całej trudnej operacji.
Z punktu widzenia bardzo technicznego, ten zawiły proces uparcie opiera się na kilku niezwykle twardych i nienaruszalnych faktach urzędowych:
- Brak fizycznej możliwości całkowitego usunięcia zebranych danych – pierwszy akt chrztu to dla nich niezwykle twardy dokument o charakterze historycznym, trwale rejestrujący realny fakt, który bezsprzecznie miał miejsce w dalekiej przeszłości.
- Bezwzględny wymóg złożenia własnoręcznego, mokrego podpisu – musisz wiedzieć, że absolutnie żadne cyfrowe maile, szybkie wiadomości ani urzędowe podpisy elektroniczne nie przejdą w tej machinie; zawsze potrzebny jest prawdziwy, wygenerowany i wydrukowany fizyczny dokument.
- Absolutna centralizacja przepływu informacji – ważna informacja o twojej twardej decyzji zawsze bezbłędnie wędruje do wielkiej bazy centralnej, a stamtąd dopiero z opóźnieniem wraca prosto do maleńkiej parafii twojego chrztu, i to całkowicie niezależnie od tego, w jakim państwie czy mieście aktualnie żyjesz.
- Sroga nieodwracalność administracyjna faktu – stworzona z trudem adnotacja zostaje w starych księgach już na zawsze do końca świata, nawet jeśli pod wpływem dziwnego impulsu kiedyś w dalekiej przyszłości postanowisz ponownie wrócić na ciepłe łono wspólnoty (wtedy urzędnicy po prostu bezdusznie dodają kolejną, najnowszą notatkę pod spodem).
Krok 1: Twarda, nieustępliwa decyzja i mądre zaplanowanie wszystkich działań
Zaczynamy powoli od tego, co absolutnie najważniejsze i najtrudniejsze w tym wszystkim. Musisz być pewny swoich racji w stu okrągłych procentach. Usiądź na moment spokojnie z gorącą kawą, przemyśl to bardzo dogłębnie, zważ na chłodno wszystkie za i potężne przeciw, i po cichu przygotuj się psychicznie na konieczność zorganizowania tej nieprzyjemnej wizyty w biurze kancelarii. To fizycznie w ogóle nie boli, ale zazwyczaj wymaga poświęcenia odrobiny wolnego czasu i opanowania pulsujących nerwów.
Krok 2: Bezbłędne namierzenie swojej odległej parafii chrztu
Jeżeli przypadkiem byłeś dawno temu chrzczony na zupełnie drugim końcu pięknej Polski, od razu czeka cię telefoniczny lub mailowy kontakt z tamtejszą, nieco senną kancelarią. Musisz niezwykle dokładnie i z pewnością wiedzieć, gdzie fizycznie w archiwach znajdują się twoje oryginalne, pożółkłe akta sprzed lat, ponieważ niestety bez nich ani rusz nie popchniesz dalej całej zawiłej procedury.
Krok 3: Sprawne uzyskanie oficjalnego odpisu twojego świadectwa chrztu
To zdecydowanie i niezaprzeczalnie najważniejszy, kluczowy papier w całej teczce. Po prostu dzwonisz bezpośrednio lub piszesz eleganckiego maila do małej parafii, w której cię kiedyś ochrzczono, i bardzo kulturalnie prosisz o szybkie wydanie oficjalnego świadectwa chrztu z wyraźną adnotacją na dole, że pilnie potrzebujesz go do przeprowadzenia formalnego wystąpienia ze społeczności. Pamiętaj bardzo mocno, ten konkretny i drogi dokument jest na ogół urzędowo ważny tylko przez kilka krótkich miesięcy.
Krok 4: Skrupulatne skonstruowanie poprawnego prawnie oświadczenia o własnej woli
W odmętach światowej sieci krąży dzisiaj mnóstwo w pełni darmowych i sprawdzonych gotowych wzorów takiego twardego aktu woli. Musisz tam bardzo wyraźnie, drukowanymi literami wpisać swoje pełne i poprawne dane osobowe, precyzyjne dane twojej parafii chrztu, dołączyć niezwykle krótkie i stanowcze, wręcz żołnierskie uzasadnienie swojej motywacji oraz suchą formułkę o w pełni świadomym, nieprzymuszonym działaniu. Zawsze drukujesz to dokładnie w trzech jednakowych egzemplarzach.
Krok 5: Skompletowanie pełnej, nienagannej teczki dokumentów urzędowych
Do starannie wypełnionych i przygotowanych oświadczeń oraz świeżego świadectwa chrztu zawsze bezwzględnie dołączasz czytelną, ładną kopię swojego plastikowego dowodu osobistego. Niektórzy ostrożni proboszczowie dość rygorystycznie o nią proszą wyłącznie w konkretnym celu ścisłej weryfikacji tożsamości. Spakuj to wszystko elegancko w jedną, porządną i zgrabną, sztywną teczkę, żeby od samego przekroczenia progu biura wyglądać jak w pełni pewny siebie i zorganizowany profesjonalista.
Krok 6: Osobista, asertywna wizyta w chłodnej kancelarii parafialnej
Ubrany w wygodne, ale czyste rzeczy, wybierasz się bezpośrednio do urzędującego proboszcza parafii, na terenie której całkowicie legalnie i aktualnie w tej chwili mieszkasz (to szalenie ważne, bo absolutnie nie musi to być już tamta stara parafia chrztu, jeśli w międzyczasie zmieniłeś swój stały adres). Wchodzisz pewnym, niespiesznym krokiem, grzecznie witasz się, z ogromną klasą kładziesz kompletne papiery na szerokie biurko i głośno oraz wyraźnie komunikujesz swoją ostateczną, nieodwracalną decyzję.
Krok 7: Żelazne zabezpieczenie własnej kopii ze lśniącą, cenną pieczątką
Gdy lekko zestresowany, lecz opanowany ksiądz ostatecznie przyjmie przyniesione z trudem dokumenty do swoich rąk, natychmiast i bezwzględnie, z uśmiechem na ustach, zażądaj twardo podbicia oficjalną pieczęcią i czytelnego podpisania jednej kopii wyłącznie dla ciebie. To bez dwóch zdań twoje absolutnie jedyne formalne potwierdzenie na piśmie, że cała zawiła procedura szczęśliwie ruszyła do przodu z kopyta. Bez tego małego kwitu jesteś niestety naiwnie zdany tylko na ich ustne, wietrzne słowo.
Wokół tego konkretnego, intrygującego tematu od dekad narosło tyle niesamowitych, wielkich legend i miejskich mitów, że po prostu aż głowa mała od słuchania. Szybko rozprawmy się bezlitośnie z największymi, najbardziej bzdurnymi teoriami.
Mit: Powszechnie uważa się, że zwykły ksiądz ma ogromne, absolutne prawo zablokować wniesiony z trudem twój osobisty wniosek, jeśli na przykład kapryśnie uzna, że akurat jesteś pod złym wpływem chwilowych, silnych emocji, czy masz zły humor.
Rzeczywistość: Prawda jest niezwykle twarda, lokalny proboszcz jest na dobrą sprawę w tej kwestii zaledwie szarym urzędnikiem przyjmującym stosowne pismo administracyjne. Zgodnie z nienaruszalnymi i ścisłymi wytycznymi prawnymi, on absolutnie nie ma najmniejszego prawa samowolnie odmówić kulturalnego przyjęcia twoich w pełni poprawnych i kompletnych dokumentów.
Mit: Panuje potężne przekonanie, że od razu po tym twoje dokładne nazwisko bezpowrotnie zniknie z absolutnie każdej, najmniejszej możliwej kościelnej, cyfrowej i papierowej bazy danych we wszechświecie.
Rzeczywistość: Twoje obszerne dane niestety bezdyskusyjnie i legalnie zostają już na absolutnie zawsze ukryte w głębokich archiwach państwowych lub kurialnych jako udokumentowany i niepodważalny fakt historyczny, dopisana zostaje do nich jedynie malutka, cicha informacja o oficjalnym, urzędowym wystąpieniu.
Mit: Mnóstwo ludzi mocno twierdzi, że zorganizowanie całej tej procedury po cichu kosztuje niesamowicie, wręcz bajecznie mnóstwo ciężko zarobionych pieniędzy i wymaga wnoszenia dziwnych, wysokich opłat skarbowych oraz dodatkowych kosztów administracyjnych.
Rzeczywistość: Ten konkretny proces prawny jest całkowicie, absolutnie w pełni darmowy w każdym aspekcie. Nikt pod żadnym pozorem nigdy nie ma prawa, by agresywnie żądać od ciebie uiszczenia nawet złamanego grosza za przyjęcie poprawnie sformułowanego aktu woli.
Czy absolutnie potrzebuję wyraźnej, podpisanej zgody moich starych rodziców?
Odpowiedź brzmi: nie, absolutnie nie i nigdy więcej. Cała ta zaawansowana procedura prawna jest całkowicie i w pełni swobodnie dostępna wyłącznie dla osób całkowicie pełnoletnich z punktu widzenia prawa cywilnego. Ty jesteś dorosły i teraz sam odważnie decydujesz o swoich ważnych życiowych sprawach.
Jak niewyobrażalnie długo może trwać cała ta bezduszna papierologia i administracja?
Zazwyczaj statystycznie rzecz biorąc, od momentu prawidłowego i stanowczego złożenia kompletnego pisma w ręce urzędnika do faktycznego i fizycznego wpisania potwierdzającej adnotacji w grubych księgach mija od zaledwie kilku tygodni do absolutnie maksymalnie dwóch całych miesięcy, wszystko zależy od szybkości lokalnej kurii.
Czy na pewno mogę wysłać cenne papiery zwykłym lub bezpiecznym listem poleconym na poczcie?
Niestety w tej kwestii urzędnicy są bezwzględni: absolutnie nie można tego w ten sposób zrobić pod żadnym pozorem. Wymagana prawnie jest twoja całkowicie osobista, weryfikowalna i fizyczna obecność w progu kancelarii, by odpowiedni, umocowany do tego urzędnik mógł całkowicie zweryfikować prawdziwą tożsamość bezpośrednio na podstawie przedłożonego dowodu.
Czy bez problemu i przeszkód mogę prawnie dokonać tego, mieszkając teraz bezpiecznie za daleką granicą?
Oczywiście, jak najbardziej tak. Wszelkie kluczowe formalności całkowicie sprawnie i bez stresu załatwiasz podczas pobytu w działającej legalnie polskiej misji katolickiej lub u uprawnionego lokalnego, współpracującego proboszcza obcokrajowca, który następnie osobiście urzędowo, z zachowaniem procedur przesyła ostemplowane akta listem prosto do macierzystej ojczyzny.
Czy po tym wszystkim z czasem dostanę z urzędu jakiekolwiek, eleganckie zaświadczenie wydrukowane i przysłane do mojego domu na pamiątkę?
Zazwyczaj sztywny, biurokratyczny system kościelny w ogóle i z zasady nie wysyła na koszt własny absolutnie żadnych automatycznych listownych potwierdzeń doręczenia dla szarego obywatela. Aby z całkowitą pewnością, namacalnie, krok po kroku sprawdzić, czy cały ten skomplikowany proces rzeczywiście, do samego końca pomyślnie dobiegł końca, musisz cierpliwie po jakimś rozsądnym czasie jeszcze raz, w pełni na nowo pobrać to samo nieszczęsne świadectwo chrztu i zweryfikować fizycznie obecność nowej adnotacji w systemie.
Czy istnieje szansa, by można było jednak pewnego spokojnego dnia gładko cofnąć tę dość impulsywną niekiedy decyzję?
Jak najbardziej, przepisy zakładają taką otwartą furtkę na ewentualną przyszłość. Prawo bardzo dokładnie mówi, że istnieje całkowicie odrębna, powrotna procedura cichego powrotu na ciepłe łono wielkiej wspólnoty, która to również wymaga złożenia specjalnego, bardzo obszernego i dobrze uargumentowanego formalnego wniosku z prośbą o wybaczenie na biurku przełożonego.
Co dokładnie robić w trudnej i stresującej sytuacji, gdy arogancki proboszcz bezczelnie na każdym kroku stwarza z palca wyssane problemy administracyjne?
Jeśli zajdzie taka sytuacja, nie wpadaj w gniew. Pamiętaj, że zawsze masz niezbywalne prawnie prawo na chłodno skonstruować i złożyć ostrą skargę administracyjną i zażądać jej doręczenia bezpośrednio na biurko do potężnej kurii biskupiej w większym mieście, powołując się bez zająknięcia na wyższe, powszechnie i publicznie znane, oficjalnie zatwierdzone i działające dekrety przełożonych episkopatu.
Podsumowując to wszystko obiektywnie, aktywne i całkowicie świadome zarządzanie swoją intymną i publiczną, własną przynależnością do wielkiej, zhierarchizowanej instytucji to niezwykle widoczny, wręcz rzucający się w oczy i bardzo autentyczny dowód ogromnej, w pełni rozwiniętej, dojrzałości emocjonalnej każdego świadomego obywatela. Mądrze zbierz z biurka wszystkie wymagane i czyste papiery, pewnie załóż dobre, pasujące ci buty, zrób naprawdę głęboki, uspokajający nerwy wdech powietrza do płuc i w końcu załatw to uciążliwe zadanie raz, bardzo porządnie i miej absolutny spokój z tym tematem do końca życia. Działaj już teraz, nie ma na co niepotrzebnie czekać i tracić więcej bezcennego czasu!


